Rozmowa z minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską
- Od kilku lat Polacy bardzo liczą na pieniądze z Unii, a po powodzi oczekiwania, że Unia pomoże nam finansowo, jeszcze wzrosły. Z wstępnych szacunków szkód powodziowych wynika, że tylko na naprawę dróg będzie potrzeba 1,3 mld złotych, a całość strat jest wstępnie oceniana na 10-12 mld złotych. Na jak duże pieniądze z Unii możemy liczyć?
- Oczekiwania dotyczące pieniędzy z UE są rzeczywiście ogromne. Ale trzeba się liczyć z tym, że nawet jeśli oszacujemy szkody np. na 13 mld, to nie dostaniemy z Unii refundacji w takiej wysokości. Jesteśmy w połowie realizacji budżetu na lata 2007-13 i bardzo przyspieszyliśmy wykorzystywanie pieniędzy, które mamy do dyspozycji. Te pieniądze były Polsce bardzo potrzebne, zwłaszcza w kontekście spowolnienia gospodarczego. Jestem przekonana, że nadprogramowe środki, które dodaliśmy, m.in. w konkursach dla przedsiębiorców, pozwoliły polskim firmom przetrwać ten trudny okres. Jeśli natomiast mówimy o powodzi, to pomimo ścisłych ram narzuconych przez Komisję Europejską, istnieją pewne możliwości przesuwania pieniędzy wewnątrz programów na walkę z żywiołem.
- To były pieniądze w gestii samorządów czy rozdzielane centralnie?
- Jedna czwarta pieniędzy jest rozdysponowywana regionalnie.. Dlatego zachęcaliśmy władze samorządowe do przesuwania pieniędzy na cele związane z usuwaniem skutków powodzi.
- Dostaliśmy jakieś dodatkowe pieniądze z Unii?
- Tak, dostaliśmy 633 mln euro nagrody z Komisji za lepsze niż szacowano wydawanie funduszy unijnych. Zdecydowaliśmy, że 50 mln euro, czyli ok. 200 mln złotych, przeznaczymy na odbudowę infrastruktury lokalnej dla 14 gmin najbardziej poszkodowanych w powodzi. Dostaną te pieniądze m.in. gminy Wilków, Cisek, Czechowice, Bieruń, Limanowa i Lanckorona. Ale to tylko część pieniędzy na odbudowę lokalnych dróg, mostów, szkół, ośrodków zdrowia itp. Łącznie rząd przeznaczył 600 mln złotych na zwalczanie skutków powodzi w najbardziej poszkodowanych gminach. Pozostałe 200 mln będzie pochodziło z NFOŚ na odbudowę sieci wodociągowych i kanalizacyjnych, budowę stacji uzdatniania wody i 200 mln złotych z budżetu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na pozostałe projekty.
- Jest też unijny fundusz solidarności - miliard euro. Czy z niego możemy coś dostać?
- To jest kwota do ewentualnego podziału między wszystkie kraje wspólnoty, które będą potrzebowały takiej dodatkowej interwencji. Na pewno będą też chcieli z niego skorzystać Czesi i Węgrzy. Warunkiem skorzystania z funduszu jest wykazanie, że straty wyniosły nie mniej niż 2 mld 125 mln euro. Możemy dostać 2,6 proc. od kwoty 2,125 mld euro i 6 procent od wartości szkód powyżej tej kwoty. Jeżeli wykażemy straty na 3 mld euro, czyli 12 mld złotych, to z funduszu solidarności możemy dostać 105-110 mln euro.
- Na co te pieniądze moglibyśmy wydać?
- Możemy z nich refundować koszty akcji ratowniczych i wydać na odbudowę infrastruktury.
- Ale nie można wydać tych pieniędzy na rekompensowanie strat ludziom.
- Niestety, nie. Zasiłki będą wypłacane z budżetu państwa.
- Z rezerwy celowej na współfinansowanie inwestycji, wynoszącej 8 mld złotych, wzięto już 2 mld na wypłaty dla powodzian. Czy to wystarczy? I czy nie zabraknie pieniędzy na współfinansowanie projektów unijnych?
- Pieniędzy wystarczy. Wypłaty dla powodzian wyniosą ok. 1,5 mld. Na unijne inwestycje z pewnością nie zabraknie pieniędzy. Nasza prognoza wydawania pieniędzy unijnych - 27 mld euro - będzie wykonana.
- Jeżeli będziemy musieli przerzucić pieniądze unijne na odbudowę infrastruktury po zniszczeniach powodziowych, to czy nie będzie to kosztem inwestycji wcześniej zaplanowanych?
- Jest problem szkód powstałych w unijnych inwestycjach, a te inwestycje muszą być wykonane i rozliczone w określonym czasie. W województwach trwa szacowanie szkód, ale w największych inwestycjach, realizowanych w ramach funduszu spójności, większych strat nie ma. Najbardziej ucierpiała infrastruktura lokalna, powódź nie dotknęła dużych miast, z wyjątkiem Sandomierza i Tarnobrzegu. Zniszczyła raczej gminy wiejskie. Największej pomocy wymagają więc niektóre gminy i odbudowa tej infrastruktury potrwa przez ten i przyszły rok. Szybko trzeba odbudować to, co jest potrzebne ludziom do życia: drogi, wodociągi, kanalizacje, szkoły.
- Przy wszystkich inwestycjach, czy to unijnych, czy finansowanych w inny sposób, jest kwestia procedur i zezwoleń, co z reguły długo trwa. Czy jest szansa uproszczenia i skrócenia tych procedur?
- Jest w ustawie o zamówieniach publicznych zapis mówiący, że w sytuacjach nadzwyczajnych można realizować zamówienia z wolnej ręki. Chciałabym, żeby ten tryb skrócony był wykorzystywany jak najszerzej, ale jeśli chodzi o środki unijne, musimy mieć na to pisemną zgodę Komisji Europejskiej. Pomimo wstępnej obietnicy skrócenia procedur, czekamy na oficjalne pismo w tej sprawie. Na szczęście większość szkód dotyczy małej infrastruktury, która nie wymaga przetargów i długich terminów.
- Czy z powodziowej katastrofy wynikają dla nas na przyszłość jakieś szersze wnioski dotyczące korzystania z unijnych funduszy?
- Wnioski przede wszystkim powinny wyciągnąć instytucje odpowiedzialne za ochronę przeciwpowodziową. Musimy zdecydować, czy budujemy coraz wyższe wały, czy tworzymy poldery. Ale to jest sprawa w gestii Ministerstwa Ochrony Środowiska. Poprzedni rząd zaplanował na te cele 400 mln euro, my zwiększyliśmy tę kwotę do 536 mln euro.
- Kiedy musielibyście dostać sygnał z resortu ochrony środowiska, że należy walczyć o większe pieniądze na te cele?
- Na razie rozmawiamy o wysokości wsparcia, bez ustalania, ile ma być w której szufladzie. Kluczowym okresem decydowania o następnym budżecie unijnym będzie prezydencja węgierska, a później polska. Musimy nadać rozpęd pracom nad następną perspektywą finansową, bo jesteśmy ponownie zainteresowani funduszem spójności.
- Jakie są nasze priorytety?
- Nasze największe wyzwanie to polityka spójności na lata 2014-20. Musimy się starać, aby dla Polski miała ona taki sam wymiar finansowy, jak do tej pory. Nie będzie to łatwe, ale mamy w tej dyskusji sojusznika, Niemcy. Polityka spójności jest korzystna nie tylko dla największego biorcy, ale także dla krajów, które ją finansują. Na przykład Austria w całym okresie 2004-15 z każdego euro netto wpłaconego do wspólnego budżetu na rzecz realizacji tej polityki u nas otrzyma 97 centów w postaci dodatkowego eksportu do Polski, Niemcy 78. Jest to więc polityka, która się wszystkim opłaca. Nam zależy również, żeby utrzymać wydatki na infrastrukturę, bo w tym budżecie wszystkich naszych potrzeb nie sfinansujemy.
- A pieniądze na rozwój przedsiębiorczości?
- Pewnie będzie taka tendencja, żeby w coraz mniejszym stopniu były to czyste dotacje, a w większym coś w rodzaju kredytów.
- Czy pomoże nam jakoś to, że komisarzem do spraw budżetu jest Janusz Lewandowski?
- To jedno z kluczowych stanowisk. Ale równie ważne jest, że dobrze rozumiemy się z komisarzem do spraw polityki regionalnej Johannesem Hahnem, który bardzo aktywnie współpracuje z Januszem Lewandowskim.
- Gdzie i co może się nam zawalić?
- Czekają nas dwa lata długich i ciężkich dyskusji. Sytuacja budżetowa Unii Europejskiej jest trudna. Jeżeli problemy Grecji dotkną inne kraje, to może być bardzo różnie.
- Jak pani minister ocenia dotychczasowy poziom wykorzystania unijnych funduszy i przygotowanie samorządów?
- Mimo różnych potknięć, liczba wniosków jest ogromna i prawdopodobnie za rok większość pieniędzy, jakie mamy do dyspozycji w tej perspektywie finansowej, będzie rozdana. I to świadczy o przygotowaniu samorządów.
- Biznes też bardzo narzeka na procedury.
- Narzeka, ale korzysta z pieniędzy szeroką falą. Narzekanie często wynika z tego, że ktoś inny dostał, a ja nie dostałem. Niemal w każdym programie chętnych jest więcej niż pieniędzy do dyspozycji. Są kraje, w których środki europejskie leżą. W Czechach przedsiębiorcy nie biorą dotacji, a u nas są po nie kolejki. Procedury są i tak mniej dotkliwe niż przy kredytach bankowych.
- Jak duże jest ryzyko, że w następnej perspektywie budżetowej pieniądze dla Polski będą zauważalnie mniejsze?
- Przed kryzysem europejskim szacowaliśmy w resorcie, że następny budżet może być nawet lepszy od obecnego, a teraz staramy się, aby był on taki sam, czyli na poziomie 67 mld euro. I mamy na to realne szanse.
-Dziękuję za tę rozmowę.
Jan Bazyl Lipszyc