Adam Jarubas o kadencji 2014-2018

- Obserwujemy tendencję związaną z przenoszeniem się centrali dużych firm do Warszawy. To oznacza odpływ podatków, wpływa też na poziom naszego PKB. To wszystko świadczy o tym, że istnieje konieczność spojrzenia na nowo na kwestię samorządowych dochodów i nowego określenia udziałów JST w podatkach - podkreśla Adam Jarubas, marszałek woj. świętokrzyskiego.

Uwagawww1

Pieniądze unijne kurczą się, a dochody własne, szczególnie w samorządach województw i powiatów, są mocno ograniczone – przypomina Jarubas. Zdaniem Adama Jarubasa odbieranie samorządom realizowanych przez nie zadań jest sprzeczne z zasadą pomocniczości, zgodnie z którą jak najwięcej zadań powinno być realizowanych jak najbliżej obywatela.

- Samorządowcy zgłaszają różne pomysły na zmiany legislacyjne, które mogłyby usprawnić funkcjonowanie tego sektora. A co pana zdaniem mogłoby poprawić działanie samorządu w Polsce?

Adam Jarubas: - Z pewnością zmian wymaga ustawa o dochodach samorządów. Mamy świadomość, że środki unijne kurczą się, a dochody własne, szczególnie w samorządach województw i szczebla powiatowego, są mocno ograniczone. Tylko wzmocnienie funduszami unijnymi pozwalało na skuteczne funkcjonowanie tych samorządów. Trzeba się przygotować na moment, gdy fundusze unijne nie będą już wspierały samorządów. Obserwujemy też trend związany z przenoszeniem się centrali dużych firm do Warszawy. To oznacza odpływ podatków, wpływa też na poziom naszego PKB. To wszystko pokazuje, że istnieje konieczność spojrzenia na nowo na kwestię samorządowych dochodów i nowego określenia udziałów JST w podatkach.

- Czy zmiany powinny objąć też ustrój samorządu? Wielkimi krokamizbliżają się wybory, jak pana zdaniem będą przebiegać?

- W mojej ocenie forma wyborów samorządu województwa nie wymaga korekt. Natomiast wielkim wyzwaniem będzie samo przeprowadzenie wyborów. Powszechnie już słychać głosy o braku chętnych osób do objęcia funkcji urzędnika wyborczego. Ludzie nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za chaos, jaki może powstać w trakcie jesiennych wyborów samorządowych. Ustawę uchwalono w warunkach totalnego niesłuchania głosów Państwowej Komisji Wyborczej czy samorządów, a to może skutkować wielkim bałaganem.

- Kończy pan trzecią kadencję marszałka. Co było w jej trakcie dla pana największym problemem bądź wyzwaniem?

- W moim odczuciu najważniejszym wyzwaniem, jakie przed nami stoi, jest coś, co określiłbym jako obronę dobrego imienia, reputacji samorządu. W ostatnim roku mamy do czynienia ze wzmożonym atakiem na samorząd, wręcz z brutalną walką. Niektórzy politycy opcji rządzącej lansują tezę, że samorząd został zbudowany na wielkim fałszerstwie. I wszelkimi sposobami próbują tę tezę udowodnić. Być może ta walka z samorządem wynika z tego, że społeczne zaufanie do samorządów sięga 70 procent, a do rządu – osiąga niespełna 30 procent? Dla wielu polityków to bolesna prawda i być może dlatego próbują wszystkim „obrzydzić” samorząd. Brak tego zaufania rządzących do samorządu przekłada się na to, że zadania publiczne dobrze realizowane przez samorządy są im odbierane i przejmowane przez władzę centralną.

- Być może po prostu władza centralna z pewnymi zadaniami poradzi sobie lepiej?

- To jest absolutnie sprzeczne z zasadą pomocniczości, zgodnie z którą jak najwięcej zadań powinno być realizowanych jak najbliżej obywatela. Oczywiście samorządy nie są bez wad. Ale trzeba je naprawiać, reformować, a nie prowadzić do ubezwłasnowolnienia poprzez odbieranie zadań i kompetencji. Tymczasem rząd odebrał samorządom województw ośrodki doradztwa rolniczego, wojewódzkie zarządy melioracji i urządzeń wodnych oraz zlecone wcześniej zadania z zakresu świadczeń rodzinnych. Zabrał pieniądze z Totalizatora Sportowego na inwestycje sportowe w regionie. Kiedyś dzieliły je zarządy województw, teraz robi to ministerstwo. Rząd ponownie centralizuje kraj. Jeśli do tego przypomnę jednoczesne wejście CBA do 16 urzędów marszałkowskich, to z pewnością nie jest to atmosfera sprzyjająca dobrej współpracy.

- W poprzednich pana kadencjach była lepsza?

- Na pewno ta mocno wyczuwalna, a kreowana z pozycji rządu niechęć do samorządów. Wzmacniana dodatkowo przez media publiczne, które upatrzyły sobie przestrzeń samorządową jako taki inkubator różnego typu patologii. Pojawiają się nawet specjalne programy temu poświęcone. W tak kreowanej atmosferze niechęci nie funkcjonuje się łatwo.

- Co uznaje pan za swoje trzy największe osiągnięcia podczas obecnej kadencji?

- Na pewno sukcesem jest to, że mimo wielu trudnych uzgodnień, udało nam się doprowadzić do porozumienia z Małopolską na temat budowy mostu na Wiśle w Nowym Korczynie. Jesteśmy już po przetargu – most i drogi dojazdowe po obu stronach rzeki za prawie 54 miliony złotych wybuduje firma INTERCOR z Zawiercia. To ponadregionalna inwestycja na pokolenia. Poprzednią kadencję kończyliśmy oddaniem mostu na Wiśle w Połańcu. Przeprawa mostowa w Nowym Korczynie będzie gotowa w 2020 roku. Powodem do zadowolenia jest fakt zainwestowania ponad pół miliarda złotych w modernizację i rozbudowę dróg wojewódzkich w regionie. Realizujemy 13 dużych zadań, które otrzymają dofinansowanie z naszego Regionalnego Programu Operacyjnego. Nie wszystkie będą sfinalizowane do końca kadencji, ale na pewno w tym okresie programowania. Oddanie tych inwestycji, wśród których są również obwodnice miast, oznaczać będzie już inną jakość podróżowania po regionie.

- A co uznałby pan za swoje niepowodzenie?

- Może nie w kategoriach niepowodzenia, ale raczej wciąż stojącego przed nami wyzwania traktuję wydatkowanie funduszy unijnych. Skuteczna realizacja inwestycji z unijnym dofinansowaniem to wyzwanie nie tylko dla urzędu marszałkowskiego, ale i wszystkich samorządów. Zwłaszcza że dzieje się to w okolicznościach bardzo niestabilnego rynku oferentów, wzrastających cen na przetargach, konieczności powtarzania postępowań… To kwestie, na które nie do końca mamy wpływ, a które kształtują opinie o sprawności samorządów. I ważą na wskaźnikach wykorzystania funduszy unijnych.

- Dziękuję za rozmowę.

(ski)